Pokazywanie postów oznaczonych etykietą winner. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą winner. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 26 stycznia 2015

NamSong "Empty"

Witam bardzo serdecznie! Jako iż ostatnio mam totalnie depresyjny nastrój (oj te moje humorki) napisałam coś co z pewnością jest straszne. STRASZNE. Z tego miejsca muszę też przeprosić za postać Taehyuna... Zrobiłam z niego wraka... I czuję się z tym strasznie. I Seunghoona też chyba muszę przeprosić... Toż to złote dziecko jest, a ja mu takie coś. 
Zdarza się xd Miłego czytania! 


Wieczorem wyszedł na ulicę. Nie był to jego pierwszy raz. Robił tak praktycznie codziennie. W jego dłoni na wpół pusta butelka po whiskey. Prawdę mówiąc, to smakowała jak szczyny. Zawsze tak smakowała, ale on i tak się tym nie przejmował. Ważne, że ją miał. Ubrany był w wytarte i znoszone spodnie, przetarte w paru miejscach. Z ramion zsuwała mu się biała bokserka, a na jego biodrach wisiała niestaranie zawiązana flanelowa koszula w kratę. Znów zapomniał założyć buty… Zawsze o tym zapominał. Jego włosy jak zwykle ułożone w niezamierzony nieład. Niektórzy mają takie fryzury bo chcą, a jego po prostu nie interesował stan jego włosów. Jego druga dłoń zacisnęła się na pomiętej paczce papierosów, tylko po to, by odkryć, że w środku została ostatnia sztuka.
Potykał się. Obijał o innych przechodniów, którzy patrzyli na niego z odrazą, bo niby dlaczego mieli by nie patrzeć? Przecież wyglądał jak bezdomny alkoholik. Wiedział, że ludzie byli zniesmaczeni jego obecnością na ulicy. W końcu chodził pijany po jednej z najpopularniejszych ulic w mieście, we wtorek, kiedy inni normalni ludzie wracali do domów po ciężkim dniu pracy. Mimo wszystko czuł się tutaj bezpieczny. Nikt go nie znał. Nie mógł go ocenić. Nie mógł się z niego śmiać.
Wiedział, że to za chwilę się skończy. Wiedział, że ktoś go stąd zabierze. Mogła być to policja, zaalarmowana przez pierwszego lepszego człowieka na ulicy, albo pobije go jakiś wkurzony, naładowany testosteronem chłopak, którego dziewczynę lekko potrącił. Dzisiaj miała to być opcja numer dwa. Wszystko stało się bardzo szybko. Ktoś złapał go za ramię, gwałtownie odwrócił i wymierzył cios w szczękę. Alkohol sprawił, że stracił równowagę i znalazł się na ziemi, chroniąc swoje żebra od wściekłych kopnięć. W końcu wkurzony mężczyzna przestał, orientując się co zrobił, pozwolił odciągnąć się swojej dziewczynie i uciekł.
TaeHyun nie zamierzał płakać. Nie zamierzał krzyczeć z bólu. Nie zamierzał pokazywać, że to dla niego zbyt dużo. Nam Taehyun nie okazywał słabości. I kiedy tak leżał na chodniku, patrząc w niebo przypomniało mu się jak tu skończył. Przypomniało mu się wszystko co doprowadziło do jego teraźniejszego staniu. Pamiętał jak robił wszystko dla małej paczki białego proszku, która wtedy była dla niego wszystkim.
Zaczęło się normalnie. Od niewinnej zabawy ze starszym kolegą ze szkoły.  Nie widział nic złego kiedy wciągał pierwszą kreskę. Nie widział też nic złego kiedy wciągał kolejną. Nie widział nic złego kiedy błagał o kolejną dawkę, ani kiedy płaszczył się przed obrzydliwymi starszymi mężczyznami o pieniądze. Wtedy nie myślał o tym, że skończy sypiając z przypadkowymi mężczyznami, którzy zaczepiali go na ulicy. Nie obchodziły go konsekwencje, dopóki nie dowiedział się że jest chory. Był wtedy na skraju wyczerpania, zarówno psychicznego jak i fizycznego. Był samotny. Odwróciła się od niego rodzina, tak samo jak i większość przyjaciół. Mieszkał w małym mieszkaniu, w budynku który mógł się w każdej chwili zawalić. Poszedł do lekarza tylko dlatego, że zmusił go do tego Mino, będący jednym z tych, którzy jeszcze troszczyli się o niego. Diagnoza okazała się taką, jakiej oczekiwał - AIDS. Okazało się, że ostatni mężczyzna z którym spał był nosicielem. Pamiętał jak Mino ukrywa twarz w dłoniach. On sam nie zrobił nic. Patrzył tylko przed siebie nieobecnym wzrokiem. Dotarło do niego co tak naprawdę stało się z jego życiem. Uświadomił sobie jak nisko upadł. Od tamtej pory zaczął uczęszczać na terapię i spędził rok na odwyku. Pozbył się tego wszystkiego ze swojego organizmu. Wszystko zaczynało się układać. Mino został przy nim. Wspierał go we wszystkim. Taehyun wiedział, że kocha starszego chłopaka. Uczucie zostało mu odwzajemnione i mógł być szczęśliwy. Myślał, że wszystkie problemy minęły, aż pewnego dnia na jego drodze stanął ktoś kogo Taehyun miał nadzieję już nigdy nie zobaczyć w swoim życiu - Seunghoon. Seunghoon był tym który był po części odpowiedzialny za jego narkomanię. To on był starszym kolegą, który podsunął mu pierwszą kreskę, a potem wszystko potoczyło się bardzo szybko. Nim się obejrzał znów był tym niedoświadczonym dzieciakiem, który wciągał amfetaminę siedząc na kolanach obcego faceta. Kiedy Mino dowiedział się o wszystkim, strasznie się na niego wkurzył. Pokłócili się. Taehyun płakał i błagał starszego, żeby go nie opuszczał, ale sam Mino był już wszystkim wykończony. Nie mógł patrzeć jak miłość jego życia powoli się wyniszcza. Nie mógł patrzeć na jego śmierć, wiedząc że nie może nic zrobić. Nie może zmusić Taehyuna na powrót na odwyk. Nie mógł go do tego zmusić, widząc jego łzy. Jego serce nie mogło wytrzymać kiedy Taehyun rzucił się na ziemię i desperacko zacisnął dłonie na nogawce jego spodni. Nam wiedział, że do końca życia będzie pamiętał jak Mino odpycha go od siebie. Będzie pamiętał samego siebie siedzącego na brudnej podłodze, wołającego odchodzącego chłopaka, ale najdokładniej będzie pamiętał, jak drzwi do małego mieszkania zamykają się i ciszę. Tą ciszę która nastała po odejściu Mino. Ciszę która sprawiła, że wszystkie jego myśli stały się nie do zniesienia. Ciszę która sprawiła, że chłopak pierwszy raz wyszedł na ulicę. Zapłakany i wyniszczony.
Od tamtego momentu minęło pół roku. Taehyun myślał, ze nie dożyje tego momentu. Myślał, ze jego życie po krótkim czasie odbierze choroba, albo on sam. Nie stało się tak za sprawą Seungyoona, który postawił sobie za cel podtrzymanie życia Taehyuna. Udało mu się. Udało mu się sprawić, ze Taehyun przeżył. Skończył jednak tam gdzie jest teraz. Doprowadził do tego, że młodszy leży teraz na ulicy, w otoczeniu szkła po rozbitej butelce alkoholu i z paczką fajek w dłoni.
Wokół niego zaczął zbierać się tłum. Ludzie robili zdjęcia. Szeptali między sobą, a chłopak zaczął się śmiać. Wszystko go bolało, a on się śmiał. Śmiał się najgłośniej jak potrafił. Ludzie pewnie pomyśleli, że jest szalony. Nie winił ich za to. Jakby był na nich miejscu też by tak pomyślał. I kiedy już nie miał więcej siły przestał. Jego powieki zrobiły się niewyobrażalnie ciężkie. Zamknął oczy. Wszystko ustało. Było tak cicho.
Poczuł jak wokół jego tali zaplatają się ręce. Paczka po papierosach wylądowała na ziemi, kiedy został podniesiony i przerzucony przez ramię. Na ślepo zaczął dziko uderzać w plecy niosącego go człowieka. Szarpał się i wykrzykiwał wszystkie znane sobie wyzwiska. Po chwili nie miał już na to siły i zmęczony otworzył oczy. Jego zmysły zaczęły wariować kiedy zaciągnął się zapachem mężczyzny. Znał ten zapach. Kochał ten zapach. Zaplótł nogi wokół pasa starszego i wtulił się w jego szyję. Tak bardzo za nim tęsknił. Z jego oczu popłynęły łzy. Tak bardzo za nim tęsknił. Tak bardzo.

Siedzieli na ławce w parku nieopodal mieszkania Taehyuna. Między nimi panowała cisza, której nie chcieli przerywać. Bali się. Ale ktoś musiał.
-Brałeś dzisiaj leki?- zapytał łamiącym się głosem Mino
Taehyun pokiwał szybko głową bawiąc się rękawem koszuli
-Dlaczego nie masz na sobie butów?
Taehyun wzruszył ramionami.
-Dlaczego masz rozciętą wargę?
Taehyun znów wzruszył ramionami
-Boli cię coś?
Taehyun pokiwał głową.
-Możesz mi w końcu odpowiedzieć? Możesz przestać milczeć? Możesz przestać zachowywać się tak, ze czuję się winny?!
Mino nie zdawał sobie sprawy, że krzyczy, dopóki Taehyun nie spojrzał na niego oczyma pełnymi łez. Starszy nie pamiętał kiedy ostatni razy był tak blisko niego. Zauważył, że od ich ostatniego spotkania stan Taehyuna się pogorszył. Jego policzki były zapadnięte, jego cera miała niezdrowy ziemisty odcień, a jego oczy zdawały się być puste. Jego postawa nie była już taka jak kiedyś. Kiedyś Nam chodził wyprostowany i dumny teraz siedział zgarbiony i przestraszony. Był cieniem dawnego siebie.
-Co chcesz żebym powiedział?- Taehyun zaskoczył samego siebie.
-Cokolwiek.- odparł Mino powstrzymując łzy
-Chcę powiedzieć tylko jedno…
Mino patrzył na niego wyczekując jego następnych słów.
-Chcę żebyś znów mnie kochał. Chcę żeby wszystko było tak jak dawniej! Nie chcę już dłużej umierać w samotności ze świadomością, ze spieprzyłem wszystko w swoim życiu! - Taehyun wstał. Płakał i patrzył na skamieniałego Mino - Wiem, że na ciebie nie zasługuję. Wiem o tym, ale ten okres, kiedy byłeś ze mną, jest jedynym okresem mojego życia, który był dla mnie coś wart. - chłopak otarł łzy ze swojej twarzy - Pytałeś czy brałem leki… Brałem. Biorę codziennie. Wiesz dlaczego? Bo mam nadzieję, że biorąc je, przedłużę swoje życie na tyle, by jeszcze cię ujrzeć! I teraz kiedy cię widzę… Mam ochotę przestać. Jaki będzie sens w braniu masy pigułek, które podtrzymają mnie przy życiu, kiedy nie mam dla kogo żyć? Teraz cię widzę, ale jutro? - Mino czuł jak łzy spływają po jego twarzy. Nie miał pojęcia o wszystkim przez co przechodzi młodszy - Seungyoon wpycha we mnie wszystkie te prochy mówiąc, ze poczuję się lepiej. Dlaczego z każdym dniem czuję się gorzej? Dlaczego z każdym dniem mam coraz większą ochotę by umrzeć? Możesz mi na to odpowiedzieć?
Taehyun nie mógł ustać na nogach. Osunął się na ziemię. Mino szybko znalazł się przy jego boku. Młodszy chłopak klęczał i ukrywał twarz w dłoniach. Nie wiedział dlaczego powiedział to wszystko, a raczej nie był pewien czy to naprawdę były jego słowa. Jego głos wydawał się mu obcy. Tak samo jak dłonie które teraz obejmowały go i bawiły się jego włosami.
-Taehyun-ah… Przepraszam. Byłem samolubny zostawiając cię. Przepraszam. Przepraszam. - Mino rozpaczliwie szeptał do jego ucha. - Przepraszam. Taehyun-ah… Kocham cię. Kocham.