Pokazywanie postów oznaczonych etykietą b1a4. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą b1a4. Pokaż wszystkie posty

sobota, 23 sierpnia 2014

Zico x JinYoung "Ludzie na których czekamy"

Jestem fatalna w dotrzymywaniu terminów. Zabijcie mnie. Anyway... Napisał coś, co jest czymś nieokreślonym i nie wiem nawet co to jest. Boję się swojego umysłu, bo widocznie bardzo lubię się znęcać nad ludźmi... Miłego czytania :D 
PS: MATKO CO JA NAPISAŁAM??????

To był deszczowy dzień. Niebo przykryły szare i gęste chmury odcinając dopływ promieni słonecznych od miasta. Na ulicach krążyło mnóstwo ludzi, usiłujących zmoknąć jak najmniej. Spieszyli się, potykali i wpadali na siebie szukając schronienia. Tak czy siak nie mieli oni wpływu na pogodę. Młody chłopak o intensywnie czerwonych włosach stał zaraz obok przystanku autobusowego, pozwalając by ciężkie krople deszczu spadały na niego.
Było mu zimno. Nie obchodziło go to. Był cały mokry. Nie obchodziło go to. Włosy kleiły mu się do twarzy. Nie obchodziło go to. Ludzie przechodzący obok niego rzucali mu zdziwione spojrzenia. Nie obchodziło go to. Słyszał jak nazywają go dziwakiem i szaleńcem. Nie obchodziło go to. Obchodziła go tylko jedna rzecz – czekał.
Kolejne autobusy przyjeżdżały i odjeżdżały. On nie wsiadł do żadnego z nich. Wlepiał wzrok przed siebie, z pokerową twarzą. Rzadko, kiedy wykonywał jakiś ruch. Nie był głodny, ani spragniony. Nie myślał o niczym innym, tylko o tym, że musi czekać. Zaczęło się robić coraz ciemniej. Niedługo na przystanek miał przyjechać już ostatni autobus tego dnia. Zazwyczaj nie jechało nim wiele osób. Garstka mieszkańców, którzy wracali do domów po nadgodzinach. Wyglądali podobnie, co śmieszyło chłopaka. Każdy z nich trzymał w jednej ręce telefon, a w drugiej aktówkę. Chłopak zawsze wyobrażał sobie jak owa aktówka otwiera się, ale nic z niej nie wypada. Jest pusta. Ci ludzie nosili zawsze długie czarne płaszcze a ich włosy były w wiecznym nieładzie. W deszczowe dni telefony zamieniali na parasole. Nie zwracali na niego uwagi. On też nie interesował się nimi.
Zamknął oczy rozkoszując się szumem deszczu. Tym jak krople muskają jego twarz, ale one już tego nie robiły. Zdezorientowany podniósł głowę go góry, by ujrzeć ponad sobą żółty materiał. Obejrzał się przez ramię, by zobaczyć odzianego w czarny płaszcz, trzymającego aktówkę, młodego chłopaka. Pierwsze, na co zwrócił uwagę to jego blond włosy i wielki uśmiech na twarzy. Był też wyraźnie wyższy i dużo lepiej zbudowany.
Chłopak myśląc, że zajmuje miejsce pod parasolem bezprawnie, chciał się przesunąć. Kiedy zrobił krok w bok, wyższy chłopak posunął się za nim. Odszedł jeszcze dalej, a chłopak z żółtą parasolką przesuwał się z nim. Podszedł kawałek do przodu, ale parasol wciąż chronił go przed deszczem. Zirytowany chłopak odwrócił się i rzucił mu złowrogie spojrzenie.
-Zmokniesz. – rzucił rozbawiony blondyn – Przeziębisz się, a to nie będzie dobre dla ciebie. – uśmiechnął się jeszcze szerzej. Niższy chłopak nie mógł odwrócić od niego wzroku. Podobała mu się iskra w oku wyższego i emanowała wokół niego aura „złego chłopca”.
-Lubię moknąć – burknął pod nosem po chwili zastanowienia i wgapiania się w oczy wyższego.
Nastała cisza, podczas której słychać było uderzanie kropel o parasol.
-Jak masz na imię? – zapytał blondyn
-JinYoung… - przedstawił się czerwono włosy
-Dlaczego lubisz stać na deszczu? – dopytywał blondyn
-Bo chcę żeby wrócił… I mókł ze mną… - odparł niepewnie JinYoung
Blondyn zmarszczył brwi. Z pewnością czerwono włosy chłopak należał do tych społecznych „dziwaków” zatraconych w swoim własnym wyimaginowanym świecie. Każdego dnia miał styczność z takimi ludźmi i wiedział, że nie przynoszą niczego dobrego. Tym razem spędził jednak kilka tygodni na obserwowaniu JinYounga. Chłopak stał w tym samym miejscu. Każdego dnia w każdą pogodę, a potem wsiadał do ostatniego autobusu i wracał wczesnym rankiem, by znów robić to samo. Chłopak wyglądał marnie. Pod jego oczami widać było spore cienie, jego policzki były zapadnięte, a całe ciało wątłe. Blondyn pomyślał, że może być to wina niedowagi.
-Kto ma wrócić? – po dłuższych oględzinach ciała niższego, blondyn zadał kolejny pytanie
-Hyung! – odparł stanowczo JinYoung odwracając się tyłem do blondyna, który stanął teraz obok niego. – Mój hyung ma wrócić!  A ja… ja chcę czekać na niego sam. Chcę tu stać i moknąć, żeby hyung przyszedł tutaj z parasolem i zabrał mnie do domu. Tak jak to zawsze robił. Ty mi przeszkadzasz. Stoisz za blisko. Hyung może pomyśleć, że chcesz mi coś zrobić. Oferujesz mi parasol. Hyung może pomyśleć, że go nie potrzebuję, skoro zajmuje się mną ktoś inny. Poza tym nawet się nie przedstawiłeś. Hyung mówi, że to niegrzeczne.
Blondyn uśmiechnął się zakłopotany. JinYoung brzmiał jak osoba całkowicie uzależniona od wpływu innych ludzi. Wydawał się kimś łatwym do manipulowania.
 -Woo JiHo. Już nie jestem obcy –
JinYoung już nie odpowiedział.

Od tamtego spotkania minęły trzy tygodnie. JiHo każdego dnia czekał na autobus razem z JinYoungiem, mimo, że ten nie rozmawiał z nim. Kiedy padało JiHo trzymał nad nim parasol pomimo licznych protestów. Kiedy było gorąco oferował mu butelkę wody, a kiedy było zimno okrywał go swoim płaszczem. Blondyn czuł, że się zakochuje. Uwielbiał oglądać delikatne rysy młodszego i obserwować lekki uśmiech na jego twarzy. Nie wiedział o nim nic. Poza tym, że czeka na swojego hyunga, który był widocznie bardzo ważny dla JinYounga, chociaż odpowiedział o nim tylko raz, kiedy się poznali. Więcej nie było o nim żadnej wzmianki.
Tego dnia było zimno. JinYoung miał na sobie tylko białą koszulkę z długim rękawem i proste czarne spodnie. Cały drżał z zimna, jednak nie ruszył się z miejsca. JiHo miał dosyć patrzenia na tej jawny zamach na zdrowie. Wyszedł ze szpitala, w którym pracował (już dawno skończył swoją zmianę) i przebiegł przez ulicę do drobnego chłopaka. Szybko zarzucił na niego swój płaszcz. JinYoung spojrzał na niego bez emocji na twarzy i usiłował zrzucić z siebie okrycie. Blondyn przytrzymał oba brzegi płaszcza stając przed nim.
-Masz sine usta, jesteś cały blady i drżysz. Wyglądasz na wykończonego. Nie jesz za dużo i nie pijesz. Jedziemy do domu. – oznajmił wkurzony patrząc w zmęczone oczy JinYounga
-Nie. – zaczął protestować słabo czerwono włosy – Muszę czekać na hyunga. On może przyjechać w każdej chwli. Jak nie będę tu czekać to hyung będzie zły. Hyung nie może być zły! – JinYoung zaczął płakać, sprawiając, że JiHo spanikował. Blondyn położył dłonie na policzkach niższego i otarł kciukami jego łzy. Nie mógł patrzeć na to, w jakim stanie jest, jak mu się wydawało, młodszy chłopak. Następny autobus miał przyjechać dopiero za godzinę. JiHo nie mógł czekać godzinę z roztrzęsionym, przemarzniętym chłopakiem godziny na autobus. Rozejrzał się w poszukiwaniu taksówki i zobaczył jedną niedaleko miejsca, w którym stali.
JiHo chwycił chłopaka za nadgarstek i pociągnął za sobą. Wepchnął go do taksówki i zapytał go o adres, który, o dziwo, uzyskał. Jechali w ciszy, przerywanej przez pociąganie nosem JinYounga.
-Co mu zrobiłeś? – zapytał nagle kierowca samochodu
JiHo podniósł szybko głowę. Kierowca patrzył na jego odbicie w lusterku. Był to starszy mężczyzna, łysiejący i w okularach na nosie. Miał na ustach lekki uśmiech i co chwilę spoglądał na drogę.
-Przepraszam… Ja mu nic nie… znaczy… on stał na przystanku i jest zimno, i on marzł, i może się przeziębić, i ja go tylko… To nie ja! – JiHo rozpaczliwie zaczął się tłumaczyć, wywołując tylko śmiech u starszego mężczyzny.
-Spokojnie. – odetchnął głęboko kierowca – Wiem, że to nie twoja wina. – znów zaczął się śmiać. – On śpi. – dodał po chwili
Blondyn nie zauważył, że JinYoung zasnął. Miał spuszczoną głowę i oddychał równomiernie.
-Myślę, że mu niewygodnie… - zauważył taksówkarz
-Ach… racja. – wymruczał pod nosem JiHo
Chwycił delikatnie głowę czerwono włosego i ułożył go na swoim ramieniu. Czuł zapach jego włosów oraz delikatny oddech na swojej szyi. Było mu przyjemnie. Lubił ciepło, które emanowało od ciała JinYounga, chociaż podejrzewał, że chłopak ma gorączkę. Zaczął bawić się jego włosami. Słyszał jego ciche mruczenie.
-Jesteśmy na miejscu. – oznajmił kierowca
JiHo uśmiechnął się do mężczyzny, podziękował mu i zapłacił za drogę. Już chciał budzić śpiącego chłopaka, kiedy usłyszał:
-Nie przerywaj mu. Chyba jesteś na tyle silny żeby go wnieść. Twój kolega wygląda na wykończonego…
Blondyn pokiwał lekko głową i pierwszy wysiadł z samochodu, by po chwili podnieść JinYounga w ślubnym stylu. Zamknął biodrem drzwi i odwrócił się w stronę apartamentowca wysokiego na jakieś dwadzieścia pięter. JiHo musiał przyznać, że zaskoczyło go to, co zobaczył. Nie myślał, że JinYoung może mieszkać w takim miejscu.  On sam mieszkał z rodzicami…
Wszedł przez główne drzwi, by zobaczyć rozległy hol i portiera siedzącego w małym pomieszczeniu za szybką. Blondyn podszedł do niego i zapukał w szkło. Chłopak obudził się gwałtownie i spojrzał na niego z wyrzutem, widocznie wkurzony, że ktoś przerwał jego sen. Był to młody chłopak, może niewiele młodszy od JiHo.
-O co chodzi? – zapytał zachrypniętym głosem
JiHo wskazał ruchem głowy na śpiącego JinYounga. Portier poderwał się z krzesła i wyszedł ze swojej portierki. Stanął przed blondynem i spojrzał na chłopaka na jego rękach.
-Co się stało hyungowi? Co mu zrobiłeś? Kim jesteś?- zaatakowany pytaniami odsunął się lekko.
-Chcę wiedzieć, w którym mieszkaniu mieszka. I nic mu nie zrobiłem. Twój hyung stał na przystanku i marznął. Zabrałem go tutaj taksówką. Mów gdzie mieszka.
Chłopak wyprostował się, zmierzył blondyna od stóp do głów i przygryzł dolną wargę.
-Ostatnie piętro – powiedział w końcu – Pierwsze drzwi po lewej.

Mieszkanie JinYounga nie było duże. Zasłony były zaciągnięte i w środku panował półmrok. Na środku pokoju stała stara sofa, a przed nią równie wiekowy telewizor i duża szafa. Zaraz obok mieścił się mały stolik z porozrzucanymi na nim książkami i zdjęciami. W kuchni znajdowała się lodówka z ustawioną na niej mikrofalą, oraz wepchnięta w kąt kuchenka.  W mieszkaniu nie było żadnego łóżka. Tylko ta stara sofa. Nie mając zbyt wielkiego wyboru, JiHo ułożył niższego na kanapie i okrył go znalezionym w szafie kocem, po czym usiadł przy śpiącym chłopaku.
Patrzył jak na jego ustach widać cień uśmiechu. Wyglądał słodko. Nie jak ten dzieciak stojący całymi dniami na przystanku powtarzający, że czeka na „swojego hyunga”. Blondyn odgarnął grzywkę z czoła JinYounga i położył dłoń na jego rozpalonym czole. Westchnął ciężko, podniósł się i poszedł do łazienki. Ściągnął z wieszaka mały biały ręcznik, nasączył wodą i wrócił do czerwono włosego chłopaka. Delikatnie ułożył okład na jego głowie.
Zostawił JinYounga na kanapie i poszedł dokładniej przyjrzeć się mieszkaniu. W lodówce znalazł tylko pojemniki pełne gotowego jedzenia. W szafce nad zlewozmywakiem pełno ekspresowego ramenu. Nie wiedział, kim jest ten słynny, „hyung”, ale był pewny, że nie troszczył się on o JinYounga, bo kto normalny pozwoliłby mieszkać temu chłopakowi w takim miejscu? Owszem z zewnątrz wyglądało dobrze, ale tylko z zewnątrz. JiHo potrzebował leków na obniżenie gorączki i parę witamin wzmacniających odporność. Jakieś warzywa czy świeże owoce też by nie zaszkodziły…
Blondyn wyszedł z mieszkania. Mijając portiera, zauważył, że ten znów słodko śpi. Nie wierzył, że ten chłopak dobrze wykonywał swoją pracę. Poszedł do najbliższego sklepu spożywczego, a następnie do apteki oddalonej parę ulic dalej i wrócił do JinYounga. Rozpakował wszystko, co kupił, ściągnął z siebie płaszcz, poluźnił krawat i podwinął rękawy swojej nieskazitelnie białej koszuli.
Chciał ugotować starszemu chłopakowi coś ciepłego i w miarę jadalnego, na tyle na ile pozwalały jego kuchenne zdolności. W ciszy kroił cebulę, por i inne potrzebne składniki, co chwilę spoglądając na śpiącego JinYounga. Starał się być jak najciszej. Był akurat w trakcie odpalania jednego z  gazów, kiedy usłyszał za sobą słabe:
-Co ty wyprawiasz?
JiHo odwrócił się przestraszony wyciągając przed siebie łyżkę w geście obrony. Przed nim stał zaspany i zdezorientowany JinYoung, którego oczy bez przerwy się zamykały. Blondyn opuścił łyżkę i uśmiechnął się lekko.
-Robię ci coś do jedzenia… – wytłumaczył – w lodówce masz tylko rzeczy do mikrofali. To niezdrowe…
Czerwono włosy podszedł do niego na parę kroków.
-Nie potrzebuję twojej pomocy. Idź sobie.
-Nie potrzebujesz mojej pomocy, a ledwo trzymasz się na nogach. Jesz tylko gotowe żarcie i śpisz na kanapie. Nie wciskaj mi, że sobie radzisz. – odparł szorstko blondyn i wrócił do mieszania potrawy.
JiHo nie był wkurzony. JiHo był zirytowany i zmartwiony. Nie chciał żeby chłopak żył w takim miejscu i w takich warunkach.
JinYoung stał oparty o ścianę i patrzył tępo na JiHo.

Od tamtej pory JiHo spędzał więcej czasu w mieszkaniu JinYounga. Kupił mu nawet łóżko, które stanęło przy oknie, zaraz za kanapą. JinYoung nie powiedział tego na głos, ale był szczęśliwy, że może swobodnie wyciągnąć nogi i schować nos pod ciepłą pierzyną. Wtedy też nadeszła zima. Blondyn dalej spędzał całe dnie na przystanku, nie dając się odwieść od swojej rutyny. JiHo przychodził do niego co chwilę, przynosząc mu ciepłą herbatę, czy czekoladę lub po to by narzucić na niego cieplejszą kurtkę. Niekiedy stał razem z nim i prowadził nudny monolog na temat pogody, czy swoich pacjentów, jednak nigdy nie dowiedział się dlaczego JinYoung czeka na przystanku na hyunga. Wiedział jedynie, że ten hyung żyje i że obiecał swój powrót i kazał na siebie czekać.
Przez długi czas myślał, że nie nastąpi żaden przełom, kiedy pewnego dnia siedząc przed swoim biurkiem zobaczył jak JinYoung ożywia się nagle, niecierpliwie przebiera nogami w miejscu, a następnie uśmiecha się tak radośnie jak jeszcze nigdy. Widział jak staje przed nim wysoki chłopak z długimi włosami związanymi w kucyk. JinYoung rzucił się mu na szyję i zaczął coś mówić. JiHo wstał ze swojego miejsca i podszedł do okna by mieć lepszy widok. Wyższy chłopak nagle uniósł ręce jakby chcąc objąć JinYounga i wtedy… Odepchnął go. JinYoung prawie upadł na ziemię, ale złapał w ostatniej chwili barierkę. JiHo chciał wybiec do niego, ale coś kazało mu się zatrzymać. Patrzył jak chłopak w kucyku odchodzi, a po chwili JinYoung idzie za nim jak wierny szczeniak.
Zaraz po skończeniu swojej zmiany, JiHo pojechał do mieszkania czerwono włosego. Przywitał szybko portiera – Baro – i ruszył szybko do windy. Nerwowo kilka razy wcisnął guzik z ostatnim piętrem. Kiedy znalazł się na nim szybko podszedł do drzwi mieszkania i zapukał kilka razy. Nikt nie otworzył. Tym razem zaczął walić w drzwi pięścią. Usłyszał szczęk przekręcanego klucza i drzwi otworzyły się ujawniając JinYounga z potarganymi włosami i wypiekami na twarzy. Uśmiechał się jak dziecko. Miał na sobie rozciągniętą koszulkę z nadrukiem Pororo i nic więcej. Kiedy zobaczył w drzwiach JiHo szybko naciągnął koszulkę niżej by zasłonić swoje uda. Zza niego wychylił się owy chłopak z przystanku. Był dosyć przystojny. Na nosie miał przekrzywione okulary, a włosy spięte w luźny kucyk. Kiedy zobaczył w drzwiach JiHo był wyraźnie zły. Objął ramieniem JinYounga i odciągnął go w tył, dalej od drzwi.
-Mogę wejść? – zapytał JiHo
Chłopak w kucyku skinął i razem z JinYoungiem odeszli od drzwi. JiHo wszedł do środka i pierwsze, co zobaczył, to spodnie oraz bokserki JinYounga leżące obok łóżka. JiHo usiłował nie myśleć o tym, że czerwono włosy chłopak ma na sobie tylko tą głupią koszulkę z pingwinem.
-Kim jesteś i czego tu chcesz? – zapytał szorstko chłopak w kucyku - Jeśli coś sprzedajesz, to możesz od razu wyjść. – dodał szybko sadzając JinYounga na kanapie.
-Nic nie sprzedaję. Nazywam się Woo JiHo. Jestem przyjacielem JinYounga. – wyjaśnił blondyn
-Shin DongWoo. Jestem kimś, kto pieprzy się z JinYoungiem. – odparł z uśmiechem DongWoo
-Hyung… - jęknął cicho JinYoung łapiąc DongWoo za nadgarstek
-Zamknij się. – warknął w jego stronę wyższy – To z nim się zabawiałeś, kiedy mnie nie było?
-Hyung to wcale nie tak! – usiłował tłumaczyć JinYoung – Czekałem na ciebie!
-To prawda – wtrącił JiHo – stał na przystanku całymi dniami i czekał na ciebie, dupku.
DongWoo, wyrwał rękę w uścisku JinYounga i zbliżył się do JiHo na taką odległość, że ich klatki piersiowe się stykały.
-Miło ci było jak się z nim zabawiałeś? – zapytał szeptem DongWoo – Miło ci było czuć, jak ciasny jest?
-Zamknij się. Nic między nami nie zaszło. – odwarknął JiHo i odepchnął chłopaka w kucyku od siebie. – Nie możesz go traktować jak dziwki.
-Kto powiedział, że ja go tak traktuję? – zapytał DongWoo podnosząc JinYounga za przedramię i stawiając go przed sobą, jakby chciał się nim zasłonić.
JiHo miał ochotę wyrwać czerwono włosego z rąk jego tak zwanego chłopaka. Nie mógł patrzeć jak po twarz JinYounga spływają łzy, ani jak krzywi się, kiedy DongWoo powoli całuje go po szyi.
-Przestań! – warknął JiHo
-Dlaczego miałbym? To moja własność. Mówisz, że traktuję go jak dziwkę. Uwierz mi… - DongWoo złapał JinYounga za włosy i odchylił jego głowę do tyłu – dziwek nie traktuje się tak dobrze. Powinien się cieszyć, że na niego spojrzałem.
-JIHo. Idź sobie. – wyszeptał cicho JinYoung, a blondyn nie zwlekał i opuścił mieszkanie.

Tej nocy JiHo nie zmrużył oczu. Nie mógł uwierzyć, że był takim tchórzem i zostawił JinYounga na pastwę DongWoo. Nie znał wszystkich rzeczy do których był zdolny. Nie wiedział co działo się teraz z czerwono włosym. Wstał zdenerwowany i poszedł do kuchni. Nalał sobie szklankę wody i usiadł na kanapie w salonie. Siedział i gapił się w przestrzeń, kiedy usłyszał dzwonienie swojego telefonu.
Odebrał, nie patrząc na to kto dzwonił.
-Słucham?
-JiHo-ah… - usłyszał po drugiej stronie drżący i słaby głos JinYounga
Momentalnie poderwał się na nogi.
-JinYoung! Jesteś cały? Dobrze się czujesz?!
-JiHo-ah… chyba nie powinienem na niego czekać… - zaczął cicho JinYoung – Powinienem dać sobie spokój, kiedy zrobił to po raz pierwszy.
-Jin! Co się dzieje? Dlaczego płaczesz?
-Znów to zrobił. Mówił, że już nie będzie, a ja mu uwierzyłem. Ale on to zrobił. JiHo. Przyjedz.

Baro cicho spał w swoim wygodnym fotelu, kiedy ze snu wyrwało go walenie w szklane drzwi, prowadzące do budynku. Chłopak wstał szybko i pobiegł otworzyć. Jego oczom ukazał się JiHo z przerażonym wyrazem twarzy. SunWoo szybko otworzył i zanim zdążył zapytać co się stało, JiHo zniknął za zamykającymi się drzwiami windy.
Kiedy JiHo dotarł na miejsce, zobaczył, że drzwi do mieszkania JinYounga są otwarte. Bał się zajrzeć do środka. Z lekkim wahaniem przeszedł przez próg. Na kanapie siedział szlochający JinYoung. Kolana przyciągnął do klatki piersiowej, oplótł je ramionami i patrzył w stronę wejścia. JiHo szybko podszedł do niego i schylił się by być na linii jego wzroku. Zobaczył, że na twarzy chłopaka widnieje parę świeżych siniaków.
-Jin… - zaczął cicho – co on ci zrobił?
JinYoung rzucił się na niego i mocno zaplótł ramiona na jego szyi.
-Kazał mi na siebie czekać, ale sam nigdy nie wrócił. Mówił, że kiedy wróci będzie kompletnie inny, ale jest taki sam! Okłamał mnie. –
JiHo czuł jak jego koszulka staje się coraz bardziej mokra od łez JinYounga. Przytulił go do siebie i delikatnie gładził go po włosach.
-On już cię nie dotknie. Już nikt nie zrobił ci krzywdy. Obiecuję.