Jestem fatalna w dotrzymywaniu terminów. Zabijcie mnie. Anyway... Napisał coś, co jest czymś nieokreślonym i nie wiem nawet co to jest. Boję się swojego umysłu, bo widocznie bardzo lubię się znęcać nad ludźmi... Miłego czytania :D
PS: MATKO CO JA NAPISAŁAM??????
To był deszczowy dzień. Niebo
przykryły szare i gęste chmury odcinając dopływ promieni słonecznych od miasta.
Na ulicach krążyło mnóstwo ludzi, usiłujących zmoknąć jak najmniej. Spieszyli
się, potykali i wpadali na siebie szukając schronienia. Tak czy siak nie mieli
oni wpływu na pogodę. Młody chłopak o intensywnie czerwonych włosach stał zaraz
obok przystanku autobusowego, pozwalając by ciężkie krople deszczu spadały na
niego.
Było mu zimno. Nie obchodziło go
to. Był cały mokry. Nie obchodziło go to. Włosy kleiły mu się do twarzy. Nie
obchodziło go to. Ludzie przechodzący obok niego rzucali mu zdziwione
spojrzenia. Nie obchodziło go to. Słyszał jak nazywają go dziwakiem i szaleńcem.
Nie obchodziło go to. Obchodziła go tylko jedna rzecz – czekał.
Kolejne autobusy przyjeżdżały i
odjeżdżały. On nie wsiadł do żadnego z nich. Wlepiał wzrok przed siebie, z
pokerową twarzą. Rzadko, kiedy wykonywał jakiś ruch. Nie był głodny, ani spragniony.
Nie myślał o niczym innym, tylko o tym, że musi czekać. Zaczęło się robić coraz
ciemniej. Niedługo na przystanek miał przyjechać już ostatni autobus tego dnia.
Zazwyczaj nie jechało nim wiele osób. Garstka mieszkańców, którzy wracali do
domów po nadgodzinach. Wyglądali podobnie, co śmieszyło chłopaka. Każdy z nich
trzymał w jednej ręce telefon, a w drugiej aktówkę. Chłopak zawsze wyobrażał
sobie jak owa aktówka otwiera się, ale nic z niej nie wypada. Jest pusta. Ci
ludzie nosili zawsze długie czarne płaszcze a ich włosy były w wiecznym
nieładzie. W deszczowe dni telefony zamieniali na parasole. Nie zwracali na
niego uwagi. On też nie interesował się nimi.
Zamknął oczy rozkoszując się
szumem deszczu. Tym jak krople muskają jego twarz, ale one już tego nie robiły.
Zdezorientowany podniósł głowę go góry, by ujrzeć ponad sobą żółty materiał.
Obejrzał się przez ramię, by zobaczyć odzianego w czarny płaszcz, trzymającego
aktówkę, młodego chłopaka. Pierwsze, na co zwrócił uwagę to jego blond włosy i
wielki uśmiech na twarzy. Był też wyraźnie wyższy i dużo lepiej zbudowany.
Chłopak myśląc, że zajmuje
miejsce pod parasolem bezprawnie, chciał się przesunąć. Kiedy zrobił krok w
bok, wyższy chłopak posunął się za nim. Odszedł jeszcze dalej, a chłopak z
żółtą parasolką przesuwał się z nim. Podszedł kawałek do przodu, ale parasol
wciąż chronił go przed deszczem. Zirytowany chłopak odwrócił się i rzucił mu
złowrogie spojrzenie.
-Zmokniesz. – rzucił rozbawiony
blondyn – Przeziębisz się, a to nie będzie dobre dla ciebie. – uśmiechnął się
jeszcze szerzej. Niższy chłopak nie mógł odwrócić od niego wzroku. Podobała mu
się iskra w oku wyższego i emanowała wokół niego aura „złego chłopca”.
-Lubię moknąć – burknął pod nosem
po chwili zastanowienia i wgapiania się w oczy wyższego.
Nastała cisza, podczas której
słychać było uderzanie kropel o parasol.
-Jak masz na imię? – zapytał
blondyn
-JinYoung… - przedstawił się
czerwono włosy
-Dlaczego lubisz stać na deszczu?
– dopytywał blondyn
-Bo chcę żeby wrócił… I mókł ze
mną… - odparł niepewnie JinYoung
Blondyn zmarszczył brwi. Z
pewnością czerwono włosy chłopak należał do tych społecznych „dziwaków”
zatraconych w swoim własnym wyimaginowanym świecie. Każdego dnia miał styczność
z takimi ludźmi i wiedział, że nie przynoszą niczego dobrego. Tym razem spędził
jednak kilka tygodni na obserwowaniu JinYounga. Chłopak stał w tym samym
miejscu. Każdego dnia w każdą pogodę, a potem wsiadał do ostatniego autobusu i
wracał wczesnym rankiem, by znów robić to samo. Chłopak wyglądał marnie. Pod jego
oczami widać było spore cienie, jego policzki były zapadnięte, a całe ciało
wątłe. Blondyn pomyślał, że może być to wina niedowagi.
-Kto ma wrócić? – po dłuższych
oględzinach ciała niższego, blondyn zadał kolejny pytanie
-Hyung! – odparł stanowczo JinYoung
odwracając się tyłem do blondyna, który stanął teraz obok niego. – Mój hyung ma
wrócić! A ja… ja chcę czekać na niego
sam. Chcę tu stać i moknąć, żeby hyung przyszedł tutaj z parasolem i zabrał
mnie do domu. Tak jak to zawsze robił. Ty mi przeszkadzasz. Stoisz za blisko.
Hyung może pomyśleć, że chcesz mi coś zrobić. Oferujesz mi parasol. Hyung może
pomyśleć, że go nie potrzebuję, skoro zajmuje się mną ktoś inny. Poza tym nawet
się nie przedstawiłeś. Hyung mówi, że to niegrzeczne.
Blondyn uśmiechnął się
zakłopotany. JinYoung brzmiał jak osoba całkowicie uzależniona od wpływu innych
ludzi. Wydawał się kimś łatwym do manipulowania.
-Woo JiHo. Już nie jestem obcy –
JinYoung już nie odpowiedział.
Od tamtego spotkania minęły trzy
tygodnie. JiHo każdego dnia czekał na autobus razem z JinYoungiem, mimo, że ten
nie rozmawiał z nim. Kiedy padało JiHo trzymał nad nim parasol pomimo licznych
protestów. Kiedy było gorąco oferował mu butelkę wody, a kiedy było zimno
okrywał go swoim płaszczem. Blondyn czuł, że się zakochuje. Uwielbiał oglądać
delikatne rysy młodszego i obserwować lekki uśmiech na jego twarzy. Nie
wiedział o nim nic. Poza tym, że czeka na swojego hyunga, który był widocznie
bardzo ważny dla JinYounga, chociaż odpowiedział o nim tylko raz, kiedy się poznali.
Więcej nie było o nim żadnej wzmianki.
Tego dnia było zimno. JinYoung
miał na sobie tylko białą koszulkę z długim rękawem i proste czarne spodnie.
Cały drżał z zimna, jednak nie ruszył się z miejsca. JiHo miał dosyć patrzenia
na tej jawny zamach na zdrowie. Wyszedł ze szpitala, w którym pracował (już
dawno skończył swoją zmianę) i przebiegł przez ulicę do drobnego chłopaka.
Szybko zarzucił na niego swój płaszcz. JinYoung spojrzał na niego bez emocji na
twarzy i usiłował zrzucić z siebie okrycie. Blondyn przytrzymał oba brzegi
płaszcza stając przed nim.
-Masz sine usta, jesteś cały
blady i drżysz. Wyglądasz na wykończonego. Nie jesz za dużo i nie pijesz.
Jedziemy do domu. – oznajmił wkurzony patrząc w zmęczone oczy JinYounga
-Nie. – zaczął protestować słabo
czerwono włosy – Muszę czekać na hyunga. On może przyjechać w każdej chwli. Jak
nie będę tu czekać to hyung będzie zły. Hyung nie może być zły! – JinYoung
zaczął płakać, sprawiając, że JiHo spanikował. Blondyn położył dłonie na
policzkach niższego i otarł kciukami jego łzy. Nie mógł patrzeć na to, w jakim
stanie jest, jak mu się wydawało, młodszy chłopak. Następny autobus miał
przyjechać dopiero za godzinę. JiHo nie mógł czekać godzinę z roztrzęsionym,
przemarzniętym chłopakiem godziny na autobus. Rozejrzał się w poszukiwaniu
taksówki i zobaczył jedną niedaleko miejsca, w którym stali.
JiHo chwycił chłopaka za
nadgarstek i pociągnął za sobą. Wepchnął go do taksówki i zapytał go o adres,
który, o dziwo, uzyskał. Jechali w ciszy, przerywanej przez pociąganie nosem
JinYounga.
-Co mu zrobiłeś? – zapytał nagle
kierowca samochodu
JiHo podniósł szybko głowę.
Kierowca patrzył na jego odbicie w lusterku. Był to starszy mężczyzna,
łysiejący i w okularach na nosie. Miał na ustach lekki uśmiech i co chwilę spoglądał
na drogę.
-Przepraszam… Ja mu nic nie…
znaczy… on stał na przystanku i jest zimno, i on marzł, i może się przeziębić,
i ja go tylko… To nie ja! – JiHo rozpaczliwie zaczął się tłumaczyć, wywołując
tylko śmiech u starszego mężczyzny.
-Spokojnie. – odetchnął głęboko
kierowca – Wiem, że to nie twoja wina. – znów zaczął się śmiać. – On śpi. –
dodał po chwili
Blondyn nie zauważył, że JinYoung
zasnął. Miał spuszczoną głowę i oddychał równomiernie.
-Myślę, że mu niewygodnie… -
zauważył taksówkarz
-Ach… racja. – wymruczał pod
nosem JiHo
Chwycił delikatnie głowę czerwono
włosego i ułożył go na swoim ramieniu. Czuł zapach jego włosów oraz delikatny
oddech na swojej szyi. Było mu przyjemnie. Lubił ciepło, które emanowało od
ciała JinYounga, chociaż podejrzewał, że chłopak ma gorączkę. Zaczął bawić się
jego włosami. Słyszał jego ciche mruczenie.
-Jesteśmy na miejscu. – oznajmił
kierowca
JiHo uśmiechnął się do mężczyzny,
podziękował mu i zapłacił za drogę. Już chciał budzić śpiącego chłopaka, kiedy
usłyszał:
-Nie przerywaj mu. Chyba jesteś
na tyle silny żeby go wnieść. Twój kolega wygląda na wykończonego…
Blondyn pokiwał lekko głową i
pierwszy wysiadł z samochodu, by po chwili podnieść JinYounga w ślubnym stylu.
Zamknął biodrem drzwi i odwrócił się w stronę apartamentowca wysokiego na
jakieś dwadzieścia pięter. JiHo musiał przyznać, że zaskoczyło go to, co
zobaczył. Nie myślał, że JinYoung może mieszkać w takim miejscu. On sam mieszkał z rodzicami…
Wszedł przez główne drzwi, by
zobaczyć rozległy hol i portiera siedzącego w małym pomieszczeniu za szybką.
Blondyn podszedł do niego i zapukał w szkło. Chłopak obudził się gwałtownie i
spojrzał na niego z wyrzutem, widocznie wkurzony, że ktoś przerwał jego sen.
Był to młody chłopak, może niewiele młodszy od JiHo.
-O co chodzi? – zapytał
zachrypniętym głosem
JiHo wskazał ruchem głowy na
śpiącego JinYounga. Portier poderwał się z krzesła i wyszedł ze swojej
portierki. Stanął przed blondynem i spojrzał na chłopaka na jego rękach.
-Co się stało hyungowi? Co mu
zrobiłeś? Kim jesteś?- zaatakowany pytaniami odsunął się lekko.
-Chcę wiedzieć, w którym
mieszkaniu mieszka. I nic mu nie zrobiłem. Twój hyung stał na przystanku i
marznął. Zabrałem go tutaj taksówką. Mów gdzie mieszka.
Chłopak wyprostował się, zmierzył
blondyna od stóp do głów i przygryzł dolną wargę.
-Ostatnie piętro – powiedział w
końcu – Pierwsze drzwi po lewej.
Mieszkanie JinYounga nie było
duże. Zasłony były zaciągnięte i w środku panował półmrok. Na środku pokoju
stała stara sofa, a przed nią równie wiekowy telewizor i duża szafa. Zaraz obok
mieścił się mały stolik z porozrzucanymi na nim książkami i zdjęciami. W kuchni
znajdowała się lodówka z ustawioną na niej mikrofalą, oraz wepchnięta w kąt
kuchenka. W mieszkaniu nie było żadnego
łóżka. Tylko ta stara sofa. Nie mając zbyt wielkiego wyboru, JiHo ułożył
niższego na kanapie i okrył go znalezionym w szafie kocem, po czym usiadł przy
śpiącym chłopaku.
Patrzył jak na jego ustach widać
cień uśmiechu. Wyglądał słodko. Nie jak ten dzieciak stojący całymi dniami na
przystanku powtarzający, że czeka na „swojego hyunga”. Blondyn odgarnął grzywkę
z czoła JinYounga i położył dłoń na jego rozpalonym czole. Westchnął ciężko,
podniósł się i poszedł do łazienki. Ściągnął z wieszaka mały biały ręcznik,
nasączył wodą i wrócił do czerwono włosego chłopaka. Delikatnie ułożył okład na
jego głowie.
Zostawił JinYounga na kanapie i
poszedł dokładniej przyjrzeć się mieszkaniu. W lodówce znalazł tylko pojemniki
pełne gotowego jedzenia. W szafce nad zlewozmywakiem pełno ekspresowego ramenu.
Nie wiedział, kim jest ten słynny, „hyung”, ale był pewny, że nie troszczył się
on o JinYounga, bo kto normalny pozwoliłby mieszkać temu chłopakowi w takim
miejscu? Owszem z zewnątrz wyglądało dobrze, ale tylko z zewnątrz. JiHo
potrzebował leków na obniżenie gorączki i parę witamin wzmacniających
odporność. Jakieś warzywa czy świeże owoce też by nie zaszkodziły…
Blondyn wyszedł z mieszkania.
Mijając portiera, zauważył, że ten znów słodko śpi. Nie wierzył, że ten chłopak
dobrze wykonywał swoją pracę. Poszedł do najbliższego sklepu spożywczego, a
następnie do apteki oddalonej parę ulic dalej i wrócił do JinYounga. Rozpakował
wszystko, co kupił, ściągnął z siebie płaszcz, poluźnił krawat i podwinął
rękawy swojej nieskazitelnie białej koszuli.
Chciał ugotować starszemu
chłopakowi coś ciepłego i w miarę jadalnego, na tyle na ile pozwalały jego
kuchenne zdolności. W ciszy kroił cebulę, por i inne potrzebne składniki, co
chwilę spoglądając na śpiącego JinYounga. Starał się być jak najciszej. Był
akurat w trakcie odpalania jednego z
gazów, kiedy usłyszał za sobą słabe:
-Co ty wyprawiasz?
JiHo odwrócił się przestraszony
wyciągając przed siebie łyżkę w geście obrony. Przed nim stał zaspany i
zdezorientowany JinYoung, którego oczy bez przerwy się zamykały. Blondyn
opuścił łyżkę i uśmiechnął się lekko.
-Robię ci coś do jedzenia… –
wytłumaczył – w lodówce masz tylko rzeczy do mikrofali. To niezdrowe…
Czerwono włosy podszedł do niego
na parę kroków.
-Nie potrzebuję twojej pomocy.
Idź sobie.
-Nie potrzebujesz mojej pomocy, a
ledwo trzymasz się na nogach. Jesz tylko gotowe żarcie i śpisz na kanapie. Nie wciskaj
mi, że sobie radzisz. – odparł szorstko blondyn i wrócił do mieszania potrawy.
JiHo nie był wkurzony. JiHo był
zirytowany i zmartwiony. Nie chciał żeby chłopak żył w takim miejscu i w takich
warunkach.
JinYoung stał oparty o ścianę i
patrzył tępo na JiHo.
Od tamtej pory JiHo spędzał
więcej czasu w mieszkaniu JinYounga. Kupił mu nawet łóżko, które stanęło przy
oknie, zaraz za kanapą. JinYoung nie powiedział tego na głos, ale był
szczęśliwy, że może swobodnie wyciągnąć nogi i schować nos pod ciepłą pierzyną.
Wtedy też nadeszła zima. Blondyn dalej spędzał całe dnie na przystanku, nie
dając się odwieść od swojej rutyny. JiHo przychodził do niego co chwilę,
przynosząc mu ciepłą herbatę, czy czekoladę lub po to by narzucić na niego cieplejszą
kurtkę. Niekiedy stał razem z nim i prowadził nudny monolog na temat pogody,
czy swoich pacjentów, jednak nigdy nie dowiedział się dlaczego JinYoung czeka
na przystanku na hyunga. Wiedział jedynie, że ten hyung żyje i że obiecał swój
powrót i kazał na siebie czekać.
Przez długi czas myślał, że nie
nastąpi żaden przełom, kiedy pewnego dnia siedząc przed swoim biurkiem zobaczył
jak JinYoung ożywia się nagle, niecierpliwie przebiera nogami w miejscu, a
następnie uśmiecha się tak radośnie jak jeszcze nigdy. Widział jak staje przed
nim wysoki chłopak z długimi włosami związanymi w kucyk. JinYoung rzucił się mu
na szyję i zaczął coś mówić. JiHo wstał ze swojego miejsca i podszedł do okna
by mieć lepszy widok. Wyższy chłopak nagle uniósł ręce jakby chcąc objąć
JinYounga i wtedy… Odepchnął go. JinYoung prawie upadł na ziemię, ale złapał w
ostatniej chwili barierkę. JiHo chciał wybiec do niego, ale coś kazało mu się
zatrzymać. Patrzył jak chłopak w kucyku odchodzi, a po chwili JinYoung idzie za
nim jak wierny szczeniak.
Zaraz po skończeniu swojej
zmiany, JiHo pojechał do mieszkania czerwono włosego. Przywitał szybko portiera
– Baro – i ruszył szybko do windy. Nerwowo kilka razy wcisnął guzik z ostatnim piętrem.
Kiedy znalazł się na nim szybko podszedł do drzwi mieszkania i zapukał kilka
razy. Nikt nie otworzył. Tym razem zaczął walić w drzwi pięścią. Usłyszał szczęk
przekręcanego klucza i drzwi otworzyły się ujawniając JinYounga z potarganymi
włosami i wypiekami na twarzy. Uśmiechał się jak dziecko. Miał na sobie rozciągniętą
koszulkę z nadrukiem Pororo i nic więcej. Kiedy zobaczył w drzwiach JiHo szybko
naciągnął koszulkę niżej by zasłonić swoje uda. Zza niego wychylił się owy
chłopak z przystanku. Był dosyć przystojny. Na nosie miał przekrzywione
okulary, a włosy spięte w luźny kucyk. Kiedy zobaczył w drzwiach JiHo był
wyraźnie zły. Objął ramieniem JinYounga i odciągnął go w tył, dalej od drzwi.
-Mogę wejść? – zapytał JiHo
Chłopak w kucyku skinął i razem z
JinYoungiem odeszli od drzwi. JiHo wszedł do środka i pierwsze, co zobaczył, to
spodnie oraz bokserki JinYounga leżące obok łóżka. JiHo usiłował nie myśleć o
tym, że czerwono włosy chłopak ma na sobie tylko tą głupią koszulkę z
pingwinem.
-Kim jesteś i czego tu chcesz? –
zapytał szorstko chłopak w kucyku - Jeśli coś sprzedajesz, to możesz od razu
wyjść. – dodał szybko sadzając JinYounga na kanapie.
-Nic nie sprzedaję. Nazywam się
Woo JiHo. Jestem przyjacielem JinYounga. – wyjaśnił blondyn
-Shin DongWoo. Jestem kimś, kto
pieprzy się z JinYoungiem. – odparł z uśmiechem DongWoo
-Hyung… - jęknął cicho JinYoung
łapiąc DongWoo za nadgarstek
-Zamknij się. – warknął w jego
stronę wyższy – To z nim się zabawiałeś, kiedy mnie nie było?
-Hyung to wcale nie tak! –
usiłował tłumaczyć JinYoung – Czekałem na ciebie!
-To prawda – wtrącił JiHo – stał na
przystanku całymi dniami i czekał na ciebie, dupku.
DongWoo, wyrwał rękę w uścisku
JinYounga i zbliżył się do JiHo na taką odległość, że ich klatki piersiowe się
stykały.
-Miło ci było jak się z nim
zabawiałeś? – zapytał szeptem DongWoo – Miło ci było czuć, jak ciasny jest?
-Zamknij się. Nic między nami nie
zaszło. – odwarknął JiHo i odepchnął chłopaka w kucyku od siebie. – Nie możesz
go traktować jak dziwki.
-Kto powiedział, że ja go tak
traktuję? – zapytał DongWoo podnosząc JinYounga za przedramię i stawiając go
przed sobą, jakby chciał się nim zasłonić.
JiHo miał ochotę wyrwać czerwono
włosego z rąk jego tak zwanego chłopaka. Nie mógł patrzeć jak po twarz
JinYounga spływają łzy, ani jak krzywi się, kiedy DongWoo powoli całuje go po
szyi.
-Przestań! – warknął JiHo
-Dlaczego miałbym? To moja
własność. Mówisz, że traktuję go jak dziwkę. Uwierz mi… - DongWoo złapał JinYounga
za włosy i odchylił jego głowę do tyłu – dziwek nie traktuje się tak dobrze.
Powinien się cieszyć, że na niego spojrzałem.
-JIHo. Idź sobie. – wyszeptał cicho
JinYoung, a blondyn nie zwlekał i opuścił mieszkanie.
Tej nocy JiHo nie zmrużył oczu.
Nie mógł uwierzyć, że był takim tchórzem i zostawił JinYounga na pastwę
DongWoo. Nie znał wszystkich rzeczy do których był zdolny. Nie wiedział co działo
się teraz z czerwono włosym. Wstał zdenerwowany i poszedł do kuchni. Nalał
sobie szklankę wody i usiadł na kanapie w salonie. Siedział i gapił się w przestrzeń,
kiedy usłyszał dzwonienie swojego telefonu.
Odebrał, nie patrząc na to kto
dzwonił.
-Słucham?
-JiHo-ah… - usłyszał po drugiej
stronie drżący i słaby głos JinYounga
Momentalnie poderwał się na nogi.
-JinYoung! Jesteś cały? Dobrze
się czujesz?!
-JiHo-ah… chyba nie powinienem na
niego czekać… - zaczął cicho JinYoung – Powinienem dać sobie spokój, kiedy
zrobił to po raz pierwszy.
-Jin! Co się dzieje? Dlaczego płaczesz?
-Znów to zrobił. Mówił, że już
nie będzie, a ja mu uwierzyłem. Ale on to zrobił. JiHo. Przyjedz.
Baro cicho spał w swoim wygodnym
fotelu, kiedy ze snu wyrwało go walenie w szklane drzwi, prowadzące do budynku.
Chłopak wstał szybko i pobiegł otworzyć. Jego oczom ukazał się JiHo z
przerażonym wyrazem twarzy. SunWoo szybko otworzył i zanim zdążył zapytać co się
stało, JiHo zniknął za zamykającymi się drzwiami windy.
Kiedy JiHo dotarł na miejsce,
zobaczył, że drzwi do mieszkania JinYounga są otwarte. Bał się zajrzeć do
środka. Z lekkim wahaniem przeszedł przez próg. Na kanapie siedział szlochający
JinYoung. Kolana przyciągnął do klatki piersiowej, oplótł je ramionami i
patrzył w stronę wejścia. JiHo szybko podszedł do niego i schylił się by być na
linii jego wzroku. Zobaczył, że na twarzy chłopaka widnieje parę świeżych
siniaków.
-Jin… - zaczął cicho – co on ci
zrobił?
JinYoung rzucił się na niego i
mocno zaplótł ramiona na jego szyi.
-Kazał mi na siebie czekać, ale
sam nigdy nie wrócił. Mówił, że kiedy wróci będzie kompletnie inny, ale jest
taki sam! Okłamał mnie. –
JiHo czuł jak jego koszulka staje
się coraz bardziej mokra od łez JinYounga. Przytulił go do siebie i delikatnie
gładził go po włosach.
-On już cię nie dotknie. Już nikt
nie zrobił ci krzywdy. Obiecuję.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz